niedziela, 24 marca 2013

Oh, sałatko, przestań! Jesteś taka zabawna!






Lata ostatnio w telewizji reklama pewnego kosmicznego sprzętu, którym jest obrotowy (!) mop. Nazwy firmy nie pamiętam (słaby branding najwyraźniej), ale gdy zobaczycie, to poznacie - obstawiam, że niewiele jest podobnych cacek na rynku. No więc reklama wygląda tak: dwie poważne panie spotykają się w wielkim, meganowoczesnym laboratorium, którego nie powstydziłoby się NASA ani CERN. Jedna z pań - tak zwany ekspert - prezentuje drugiej przełomowe funkcje kręcącego się mopa i opowiada o zbawiennym wpływie tegoż urządzenia na codzienne życie współczesnej kobiety (bo przecież tylko kobiety sprzątają). Oglądając to arcydzieło, zastanawiam się, kiedy szorowanie podłogi przeniosło się na uniwersytety i stało się dziedziną naukową. Co studiowała nasza pani ekspert? Mopologię? Podłogologię? Czy ma tytuł doktora? “Dzień dobry, nazywam się Żaneta Kućko-Przykładowska, jestem doktorem szmatologii”. Gdzie na świecie są laboratoria, zajmujące się mopami? Czy szmatolodzy dostają nagrody Nobla? Czy gdy zasuwam na szmacie, to wpadają mi punkty ECTS? Czy komuś się przypadkiem coś nie popierdoliło?



Reklama ma sprzedawać marzenia. Zazwyczaj jest - jak to się mówi - aspiracyjna, więc pokazuje świat trochę lepszy od tego, w którym żyjemy naprawdę. Każdy dorosły człowiek wie, że gdy kupi sobie dezodorant marki Śmierdzielex, to nie zacznie nagle wyglądać jak ten model z telewizji, który ma brzuch tak wyrzeźbiony, że można by na nim cebulę na placki ziemniaczane  ścierać. Nie ma łatwo. Mimo wszystko sięga się po ten produkt w sklepie i podświadomie liczy się na okazyjne bzykanko z koleżanką z pracy. Robimy reklamy, oszukujemy ludzi, oni dobrze o tym wiedzą, przyjmują zasady gry, a potem sami decydują, czy kupić nasz produkt czy nie.


Zastanawiające jednak to, w którym momencie plastikowo-aspiracyjny świat przedstawiany w reklamach stał się pieprzoną krainą Oz? Ludzie nie uśmiechają się do swojego jedzenia, polskie rodziny nie mają takich wielkich mieszkań, kobiety, wychodząc do teatru, nie zabierają płynu do płukania w torebce, ludzie nie śmieją się tak do siebie na ulicy, nie ma laboratoriów, które zajmują się mopami, nie ma szmatologów! To nie jest podkolorowany świat. To jakieś marketing fiction.


Mam ostatnio przez to wszystko pewnien sen, który notorycznie się powtarza. Śni mi się, że się budzę. W łóżku obok mnie leży moja narzeczona. Jest umalowana i cała we frymuśnych ciuszkach. W ręku trzyma jakieś opakowania z pigułkami i mówi seksownym głosem: “Kotku, przyznam, że dzięki kompleksowemu działaniu tabletek Pionex i Twardex stałeś się łóżkowym lwem”. Siedzę na łóżku, dochodzę do siebie i zastanawiam się, co ona do mnie mówi. Nieważne - pewnie jeszcze do końca się nie obudziłem. Zbieram się szybko i lecę pod prysznic. Przez drzwi słyszę, że mówi o unikalnym składzie szamponu, dzieki któremu moje włosy będą biły wewnętrznym blaskiem przez 24 godziny. Jakim blaskiem? Nie mam zamiaru łazić ze świecącą głową. Skąd Ty to właściwie wiesz? Masz magistra z szamponologii? Kiedy wychodzę, słyszę jeszcze, że mam już ponad trzydzieści lat (!) i powinienem codziennie brać tamte tabletki. Mówi to z szerokim uśmiechem, czyszcząc podłogę obrotowym mopem.


W autobusie telefon szaleje - ciągle dostaję powiadomienia. Przypomnienia o jakichś urodzinach, spotkaniach, służbowe maile, przyjacielskie smsy. Nagle zagaja do mnie jakiś typ: “O. Widzę, że ma pan Smartfonex B-90210. Też mam i przyznam, że dzięki niemu, mój biznes wszedł na zupełnie nowy poziom. Już nie jest taki small” - po czym mruga do mnie okiem. Co jest kurwa? Dlaczego ten koleś do mnie cokolwiek mówi? Stary, nie jesteśmy na Wspólnej. Tu jest prawdziwa Polska. Tu się nienawidzimy i nie rozmawiamy z obcymi. Gówno mnie obchodzi twój telefon i twój biznes! I nie chwal się tak bardzo telefonem, bo ci go zaraz ukradną.

W biurze ktoś z uśmiechem proponuje mi na śniadanie batonik pszeniczny z dodatkiem miodu, rodzynek i czegoś tam jeszcze. Naprawdę czytasz skład wszystkiego, co jesz? Od kiedy to w biurze na śniadanie spożywa się cokolwiek innego niż kawę? Czemu masz cały karton tego gówna i tak mocno się uśmiechasz, jedząc to? Uśmiechasz się do batonika? Teraz jestem już pewny, że wczoraj musiałem dużo wypić i przy okazji coś wziąć. Boże, jak bardzo się męczę.

Z biura wybiegam jak szalony i od razu idę na piwo. To jedyne nie może być inne. Błagam, tylko nie to. Chuja! Koledzy przychodzą wystrojeni jak korniki na otwarcie lasu. Od kiedy to na mecz do knajpy zakłada się marynarkę i koszulę zamiast bluzy? Dobra nieważne, może wracają prosto z pracy. Tylko czy oni wszyscy nagle pracują w butikach z modą męską? Napić się. Biorę pierwszego łyka, a od razu jeden z kumpli zagaduje: “Pyszne prawda? To zasługa długo warzonego chmielu i niepowtarzalnej, krystalicznie czystej górskiej wody”. Co ty pierdolisz, stary? Przyszliśmy tu gadać o wodzie czy pokrzyczeć i poprzeklinać na polską reprezentację? Kątem ucha słyszę, że pozostali dwaj rozmawiają o nowym kremie dla mężczyzn 30 plus, poleconym jednemu z nich przez osobistego konsultanta kosmetycznego. Już mam się odwracać, by znowu powiedzieć, że to nienormalne, kiedy widzę, że kremy już leżą na stole. Przynieśliście ze sobą kremy na mecz? Co macie jeszcze w tych swoich teczkach? Obrotowe mopy? Wtedy wszyscy sięgają do teczek, a ja zawsze budzę się obok łóżka zlany potem.

Obok łóżka leżę, bo moja narzeczona mnie z niego skopała. Leży tam, zajmując całą powierzchnię, potargana, nieumalowana i w zwykłym rozciągniętym t-shircie. Najlepszy widok na świecie.

Patryk Bryliński

7 komentarzy:

  1. "kobiety, wychodząc do teatru, nie zabierają płynu do płukania w torebce" - chłopie, co Ty wiesz o kobietach? One wszystko noszą ze sobą, mają torby jak kangurzyce. Zrób kiedyś taki test - udawaj, że komputer ci się zepsuł, ale umiesz go szybko naprawić. Potrzebujesz do tego wykałaczki, chusteczek nawilżających, obieraka do kartofli, spinacza do bielizny i klucza do windy. Skompletujesz to wszystko u dwóch, góra trzech koleżanek z biura. One to mają ze sobą!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda. Torebki niczym gardło Amby są przepastne i mieszczą wszystko. Sama przez jakiś czas noisiłam kombnerki i przyznam że o tym nie wiedziałam. Natknęłam się na nie przypadkiem. Czasem myślę że moja domowa Amba chodzi po mieszkaniu łykając różne rzeczy a potem wypluwa je w mojej torebce.

      Usuń
  2. nie zdziw się jak któraś będzie miała gwoździe i młotek, bo a nuż obcas odpadnie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Młotek przydawał mi się jedynie, do uruchamiania silnika w moim starym samochodzie. Najlepsze jest to, że połowy zawartości, nie potrafilibyście nazwać. ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Co to jest młotek i gwoździe? :P

    OdpowiedzUsuń
  5. Przypomniało mi się "Truman show" http://www.filmweb.pl/Truman.Show ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Nice Information! I personally really appreciate your article. This is a great website. I will make sure that I stop back again!
    brand management

    OdpowiedzUsuń